Opinie

„Dość długo myślałam o qigongu, ale nie byłam pewna czy to dla mnie będzie odpowiednie – miałam utrwalone migotanie przedsionków. Zdecydowałam się jednak, byłam na dwu weekendowych warsztatach w Warszawie i pojechałam na tygodniowe zimowe zgrupowanie Qigong do „Wytwórni Ciszy” – urokliwe miejsce. Kilka tygodni przed wyjazdem EKG wykazywało migotanie przedsionków, dwa tygodnie po powrocie EKG było prawidłowe! Wróciło normalne życie, bardzo czynne, radosne, pracowite”.
Alicja

„Qigong traktuję jako praktykę rozwoju wewnętrznego. Jest dla mnie medytacją w ruchu. Pozwala na bycie tu i teraz. Odkrywa przede mną nieznane obszary mnie samej. Dzięki niemu więcej czuję, więcej „widzę”, więcej rozumiem. Poszerza moją świadomość, co sprawia, że głębiej doświadczam istoty i piękna życia.”
Irena

„Mam 20 pare lat, pracuję w wielkiej korporacji i w wolnej chwili chodzę to na chór, to na jogę. Odkryłam Qigong w 2012r i uważam że to jest jeden z najskuteczniejszych sposobów na uzyskanie stałego spokoju wewnętrznego, no i zbalansowanego elastycznego ciała. Wymaga to dyscypliny, owszem, ale efekty są naprawdę bezcenne! Pamiętam jak się czułam po letnim obozie w sierpniu 2012r z Ronem: po prostu spokojna, wyciszona ale i pełna opanowanej energii! Polecam.”
Kamilia

Moje spotkanie z Qi – Podróż wgłąb siebie

W lutym 2013 roku miałam możliwość spędzić tydzień na zimowym obozie Qigong „Medytacja i Bagua” w przepięknym miejscu, jakim jest Wytwórnia Ciszy. Był to tydzień głębokiej pracy, zarówno na poziomie ciała, jak i wewnętrznej.

W zapowiedzi tego warsztatu mogliśmy przeczytać:

Nasz nauczyciel, Ron Timm, wprowadzi nas w podstawy praktyki Bagua. Oto co na temat Ba Gua mówi jeden z nauczycieli Rona, zachodni mistrz taoistyczny Bruce Frantzis:

„Bagua jest ogólnie uważane za najwyższą z wewnętrznych sztuk walki. Mistrzowie Bagua żyją dłużej niż mistrzowie Tai Chi. Bagua oddziałuje na całe ciało w taki sposób, że tworzy jego większą fizyczną i energetyczną elastyczność niż inne wewnętrzne sztuki. Jest także sztuką najpiękniejszą zewnętrznie, poprzez nieprzerwaną manifestującą się spiralną energię.

Bagua jest oparta na zasadach wewnętrznej alchemii energii, o której jest mowa w I Ching, Księdze Przemian i jest fizyczną metodą urzeczywistnienia i ucieleśnienia jej.

Bagua jest jedyną wewnętrzną sztuką walki w Chinach, która z natury jest całkowicie taoistyczna. Sztuka ta ujrzała światło dzienne około sto lat temu, choć w południowych Chinach istnieje klasztor taoistyczny, w którym praktykuje się podstawy Ba Gua od 1500 lat, i który posiada zapisy, że praktyka pochodzi z okolic gór Kunlun sprzed około 4000 lat. Nikt tak naprawdę nie wie, jak stare jest Ba Gua.”

Czy to nie brzmi przynajmniej intrygująco? Dla mnie wręcz ekscytująco, ponieważ jeden z elementów – ćwiczenie, poznałam w sierpniu ubiegłego roku w czasie letniego tygodniowego warsztatu.

Smocze ćwiczenia

Wówczas poznaliśmy Smoka pokazującego pazury – przepiękny ruch rąk i ciała. Prosty, ale nie łatwy. Piękny w sposób szczególny, zwłaszcza w wykonaniu naszego nauczyciela Rona. Ruch pełen majestatu, godności, siły ale i łagodności. Praktykowanie tego jednego ruchu sprawiło, że doświadczyłam niezwykłej radości z samego wykonywania ćwiczenia.

Później, w czasie warsztatów weekendowych w październiku, mieliśmy kontynuację tych ćwiczeń: smoka bawiącego się perłą oraz smoka mieszającego ogonem w niebiosach. Dla mnie było to przejście od dość statycznych ćwiczeń Qi Gong do ruchu całego ciała, w układzie wymagającym dokładności i określonego rytmu. Pot się lał, czasami się gubiłam, traciłam równowagę, ale gdy poczułam ten ruch, to płynęłam i tak to czułam.

Moja droga do Qi Gong

Nadszedł luty i tygodniowy obóz. Zaczęliśmy od podstaw : stanie (tzw. Horse standing), rolowanie kręgosłupa, ćwiczenia szyja łabędzia i szyja żółwia. Ćwiczenia potrzebne wszystkim jak elementarz dla utrzymania elastyczności kręgosłupa. W grupie były osoby ćwiczące od 2008 roku, ale też takie, które zetknęły się z Qi Gong-iem po raz pierwszy. Każdy jest w stanie wykonać te ćwiczenia i poczuć, jaką mają w sobie moc.

Pamiętam doskonale moje pierwsze spotkanie z Ronem i Qi Gong-iem w czerwcu 2008 r. Pojechałam do Falenicy zastanawiając się, jak będę ćwiczyć z moim bólem kręgosłupa. W 2007 r. miałam permanentny ból w odcinku krzyżowo-lędźwiowym, od marca do grudnia. Nie będę opisywać sposobów leczenia i rehabilitacji jakie przeszłam, żeby ten ból minął. Zmalał ale nie minął. I w stanie akceptowalnego bólu przez weekend uczyłam się stać na dwóch nogach, z opuszczoną luźno miednicą i rozluźnionym kręgosłupem, wczuwając się w ruch ciała podlegający sile grawitacji do ziemi, ale także sile wyciągania do nieba. Było ciężko, bolało, ale o dziwo kręgosłup coraz mniej.

A na koniec, w niedzielę, stałam z całą grupą w ogrodzie, wokół pięknego wielkiego drzewa ponad 40 minut. Nie sądziłam że dam radę, nie czułam tego czasu – za to czułam coś niezwykłego, nie tylko w ciele, ale również na poziomie emocji i umysłu. Pomyślałam: „coś w tym jest, nie wiem co, ale dobrze na mnie działa”. To był początek mojej drogi.
Qi Gong jest prostą drogą, ale niełatwą. Drogą ciągłych zmian i dążenia do równowagi w każdym aspekcie i na każdej płaszczyźnie (fizycznej, emocjonalnej i umysłowej).

Zimowe zajęcia

Powróćmy jednak do Wytwórni Ciszy  i naszego zimowego obozu. Każdy dzień rozpoczynaliśmy w ciszy medytując, a raczej ucząc się, zmierzając do stanu obecności w medytacji. Potem przechodziliśmy do ćwiczeń: każdego dnia nowy element, polegający nie tylko na wykonaniu, ale przede wszystkim na poczuciu go. Każdy ruch nogi czy ręki inicjowany jest w centrum ciała.

Ron cały czas nam przypomina o najważniejszym w każdym ćwiczeniu –  ODDYCHAMY i rozluźniamy napięcie w ciele, gdziekolwiek je znajdziemy. Dzięki takiej pracy jesteśmy w stanie skontaktować się zarówno z naszymi stopami, nogami, szyją, ramionami, itd. Jak i z tym, co najczęściej nam przeszkadza, a co pochodzi z naszej głowy.  Docieramy do celu w sobotę – chodzenie po kole w bagua – w grupach. Ron pokazał nam, że można też samemu (znacznie trudniej). Zanim dojdziemy do pewnego stopnia płynności, dużo się jeszcze wydarzy na poziomie naszego ciała, emocji, myśli, aż wreszcie łączymy się w ruchu, synchronizujemy i zatracamy w nim siebie. Poczucie jedności z jedna osobą, pięcioma czy dziesięcioma dla mnie jest to uczucie jedności z życiem.

Marzyłam o dalekich podróżach i nadal lubię podróżować, ale nie sądziłam, że najciekawszą podróżą okaże się podróż w głąb siebie. Jest też książka o tym tytule, jednak czytanie o tym nie zastąpi osobistego doświadczenia. Można czytać książki, oglądać filmy, słuchać muzyki i może to być inspiracją, ale dopiero własne działanie, robienie, praktyka rozwija nas, zmienia, wzbogaca, pozbawia złudzeń i pozwala zbliżyć się do prawdy,  rozumieć, czuć, budzi świadomość – prawdy życia, prawdy energii życia Qi.

Stała uczestniczka
warsztatów